Muzyczna świeżość Call The Sun

IMG_4211

Młodzi, energiczni, skromni, a przede wszystkim zdolni: Maciej Palmowski, Adam Lewandowki, Michał Szor i Jan Rogacki, czyli łódzki zespół Call The Sun, który krok po kroku zdobywa polski rynek muzyczny i chce, jak sami mówią, wnieść po prostu trochę świeżości. Z zespołem rozmawia Aneta Rolek.

Pressja: Jesteście nowym, początkującym zespołem, o którym z pewnością jeszcze wiele osób nie słyszało. Opowiedzcie jak się poznaliście i jak powstał zespół Call The Sun.

Maciej Palmowski: Zaczęło się od Internetu, poszukując ludzi do projektu rockowego poznałem Janka, naszego perkusistę. W pewnym momencie naszej działalności, która była bardzo krótka w tamtym składzie, stwierdziliśmy, że potrzeba nam trochę więcej elektroniki, przestrzeni i zupełnie świeższego brzmienia, dlatego sięgnęliśmy po komputer, syntezator i zaczął się klarować zespół Call The Sun. Potem znaleźliśmy Michała, również przez Internet, a Adam jest kolegą Janka z Akademii Muzycznej.

P: Pojawiliście się na Openerze, u Kuby Wojewódzkiego, otrzymaliście Plaster Kultury w kategorii Zespół Muzyczny Roku, a po znakomitym występie w programie Must Be The Music zainteresował się wami Piotr Rogucki, który zaprosił was na wspólną trasę koncertową. Idziecie jak burza!

M.P.: Udało nam się złapać parę fajnych rzeczy na początku działalności. Open’er był totalnie niespodziewany, bo pierwszy koncert mięliśmy zagrać w grudniu, a zagraliśmy w lipcu, dlatego byliśmy zupełnie nieprzygotowani. Spędziliśmy wiele czasu w naszej sali prób, tworząc i dogrywając materiał. Potem zupełnie przypadkiem trafiliśmy do Kuby Wojewódzkiego i to była – szczerze mówiąc – fala różnych szczęśliwych wydarzeń. Natomiast teraz dociera do nas, że po prostu musimy, poza szczęściem, liczyć na własną pracę i wkładać w to mnóstwo wysiłku.

P: Zostając jeszcze przy programie Must Be The Music. Ja sama poznałam was właśnie dzięki temu programowi i myślę, że takich osób jest więcej. Dla rozwoju zespołu był to jakiś szczególny, przełomowy moment?

M.P.: Na pewno zyskaliśmy wielu fanów na Facebooku (śmiech), ale pewnie sporo osób znalazło się w naszym kręgu właśnie w podobny sposób do twojego. Czy to był moment przełomowy? Na pewno pomogło nam to zdobyć parę kontaktów, między innymi Piotrek Rogucki podszedł do nas i zaproponował właśnie trasę z COMĄ. Myślę, że troszeczkę wpłynęło to na nasze aranże, gramy więcej na żywo. Niedługo dołączy do nas jeszcze jedna osoba, która usiądzie za perkusją, a nasz Janek – obecny perkusista – wyjdzie do przodu na syntezator, gitarę, wokal. Będzie się działo.

P: Dlaczego w ogóle zdecydowaliście się na udział w takim programie?

Michał Szor: W momencie naszej działalności nie mięliśmy zaplanowanego nic innego. Akurat to wydarzyło się w dobrym momencie i po prostu nie chcieliśmy zmarnować możliwości pokazania się przed tak szeroką publicznością.

P: Wydajecie się dosyć niepozorni i skryci, jednak widać, że na scenie czujecie się po prostu jak ryba w wodzie. Jak wygląda koncert z tej drugiej strony?

M.P.: Być na scenie to bardzo stresujące przeżycie. W Łodzi zrobiłem błąd i powiedziałem o tym podczas koncertu. Teraz już tego nie mówię, bo potem padają komentarze: „Chłopaki, nic się nie stało, wcale nie musicie się stresować, było bardzo dobrze”. Teraz wychodzimy z o wiele większą pewnością siebie, trochę wymuszoną, ale trochę też zdobytą doświadczeniem, bo zagraliśmy już sporo koncertów. To prawda – na scenie chyba wszyscy czujemy się jak ryba w wodzie, a dla mnie jest to pasja życia. Myślę, że chłopaki mogą podzielić moje zdanie.

Adam Lewandowski: Muzyka w ogóle jest naszą pasją. Zwłaszcza moją i Janka, bo od najmłodszych lat – od podstawówki – byliśmy w szkole muzycznej. Uczymy się oczywiście też muzyki klasycznej. Rozszerzamy swoje horyzonty poprzez pójście w rozrywkę, w te bardziej popularne style muzyczne. Naszą wiedzę na temat muzyki klasycznej staramy się jednak też wykorzystywać w tym obszarze.

P: Myślę, że tworzycie muzykę, która wymaga od słuchacza. Jakie zespoły was inspirują?

M.P.: Naszymi autorytetami młodzieńczymi były zespoły rockowe, hard rockowe…

A.L.: …nu-metalowe…

M.P: …nu -metalowe też? To twoje (śmiech). ACDC, Led Zeppelin, The Rolling Stones. Generalnie mocniejsze brzmienia i chyba przyszedł po prostu czas, żeby rozszerzyć swoje horyzonty i sięgnąć po coś nowego, dlatego teraz inspirujemy się trochę nowszymi kapelami.

P: Czego obecnie słucha zespół Call The Sun?

A.L.: To takie zespoły jak Foster The People, Foals. Ja osobiście ostatnio bardzo intensywnie słucham Alt-J. Poza tym Royal Blood – ale to akurat jest zespół bardzo mocno grający i w konwencji typowo rockowej.

M.P.: Dodam od siebie, że inspirujemy się chyba wszystkim w tym momencie, od Nicki Minaj, przez hip-hopowe numery, na Royal Blood – rockowym graniu – kończąc. Każda muzyka jest inspiracją, nie można się zamykać. Z każdego utworu potrafimy wyciągnąć coś fajnego, analizując, rozkładając na czynniki pierwsze, i proszę się nie śmiać z Nicki Minaj, bo ja ją bardzo lubię.

M.S.: Ogólnie nasz set jest wielogatunkowy i to się wzięło stąd, że słuchamy wszystkiego. Gdyby ktoś przejechał się z nami pół godziny samochodem, to w tym czasie usłyszałby siedem płyt. To się bardzo odbija na tym co gramy.

P: Jak przeczytałam na jednej ze stron internetowych, chcielibyście wpłynąć na gust słuchacza. Czy to oznacza, że uważacie, że polska muzyka nie jest w najlepszej formie? Jak chcielibyście, aby wygląd rynek muzyczny w Polsce?

M.P.: Wydaje mi się, że troszeczkę źle to zrozumiałaś. Chodzi o to, co jest puszczane w radiu. Nowe, polskie zespoły idą w bardzo fajnym kierunku, polski rynek się rozwija, ale wydaje mi się, że można by to trochę przyspieszyć i sprawić, że stare przeboje – których jest trochę za dużo – ustąpią miejsca nowym. Wydaje mi się, że taka stagnacja w ogóle nie rozwija przeciętnego słuchacza.

A.L.: Cały czas tkwimy w tym samym kręgu muzycznym, cały czas jest jakiś kanon utworów, który po prostu nie pozwala wejść nowej muzyce.

M.S.: Jak pojawiają się teraz debiutanci, to czasami się niczym nie różnią. Jeżeli te nowe, ciekawsze zespoły nie dostaną wystarczająco dużo uwagi, to cały czas będziemy słuchać tego samego.

P: Co chcielibyście wnieść swoją muzyką?

M.P.: Po prostu trochę świeżości. Nawet nie trochę, ale bardzo dużo, bo znamy zespoły, które są nieco podobne do nas, niewiele się różnią, ale generalnie idą w podobnym nurcie muzycznym. Inspirują się zachodnią, brytyjską czy nowoamerykańską muzyką. Wydaje mi się, że Call The Sun musi wnieść na rynek muzyczny trochę świeżości – po prostu.

P: Jak powstają wasz utwory: kto pisze teksty, a kto muzykę?

M.P.: Na początku Call The Sun wszystkie utwory pisałem z Jankiem, czyli naszym perkusistą, który jest dzisiaj nieobecny – pozdrawiamy Janku. Na początku pisaliśmy tylko we dwójkę, potem w miarę jak dołączył do nas Michał i Adam, to zaczęliśmy pisać w trójkę, jeden numer napisaliśmy w czwórkę. Jednak generalnie piszemy w dwóch albo trzech, bo całym zespołem jak się spotykamy to robi się bałagan: każdy chce przekazać coś swojego. Dlatego najlepiej to robić w 2-3 osoby. Nie będzie w jednej piosence miliona pomysłów i nie będzie chaosu.

P: Podobno pracujecie nad debiutancką płytą. Kiedy można się jej spodziewać i jaka ona będzie?

M.P.: Tak, pracujemy nad debiutancką płytą. Większość jest już właściwie skomponowana. Ciężko powiedzieć kiedy ona się pojawi. Planowaliśmy wydać ją w przyszłym roku na wiosnę, ale różne wydarzenia spowodowały, że prawdopodobnie trochę się to opóźni. Robimy jednak wszystko, żeby płyta wyszła w 2016 roku i była odkrywcza, intrygująca dla słuchacza i łącząca wiele gatunków, ale wciąż pozostająca w naszym stylu Call The Sun.

P: Jakie są wasze zainteresowania pozamuzyczne?

M.P.: Ja uczęszczam do szkoły filmowej – jestem montażystą na drugim roku. Dodatkowo jestem wielkim fanem motocykli, nie motoryzacji, bo nie umiem się ścigać i nie lubię samochodów. Nigdy też nie miałem okazji siedzieć w wyścigowym samochodzie, ale motocykle jak najbardziej. Uwielbiam podróżować, a w te wakacje zrobiłem parę tysięcy kilometrów i generalnie staram się też jakoś przekazać to, co czuję podczas jazdy na motocyklu w naszej muzyce.

A.L.: Jeśli chodzi o mnie to  tak naprawdę muzyka jest moją główną dziedziną życia. To jest pasja, którą zajmuję się na wielu płaszczyznach, właśnie tu w Call The Sun i studiując kompozycję na Akademii Muzycznej. To zagadnienie więc eksploruję bardzo mocno pod każdym kątem: twórczym, analitycznym, poznawczym. Poza tym innych pasji u siebie nie widzę. Może to co łączy mnie z Maćkiem – lubię podróżować, chodzić po górach, zwłaszcza polskich.

Rozmawiała: Aneta ROLEK

PARTNERZY:
Rekrutacja WSIiZ!