Paweł Majka: Trzeba kuć żelazo, póki gorące…

Dzielnica-obiecana-Uniwersum-Metro-2033_Pawel-Majka,images_big,29,978-83-63944-54-4

Paweł Majka od dziecka interesował się fantastyką. Z wiekiem coraz częściej angażował się w pisanie powieści science-fiction. Obecnie ma na koncie liczne publikacje i książkę pt. Pokój Światów. Jednak to właśnie Dzielnica Obiecana może przysporzyć mu najliczniejszego grona fanów. Już 27. sierpnia premiera pierwszej powieści z uniwersum Metro 2033, której akcja rozgrywa się w Polsce, a dokładnie w Nowej Hucie. Rozmowa Krzysztofa Klimka.

Dzielnica-obiecana-Uniwersum-Metro-2033_Pawel-Majka,images_big,29,978-83-63944-54-4Krzysztof Klimek: Kiedy narodziła się sympatia do fantastyki? Od jakich utworów?

Paweł Majka: Tak naprawdę ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie – kiedy? Ja od zawsze byłem „zmyślaczem”, lubiłem tworzyć opowiadania i historie. Początki miały miejsce chyba już w podstawówce, kiedy wraz z kolegą  wspólnie pisaliśmy opowiadania. Kiedyś przetrząsając biblioteczkę dziadka znalazłem powieść Stanisława Lema pt. „Eden”, z białą rakietą  na okładce i można powiedzieć, że właśnie ta rakieta trafiła prosto w moje czytelnicze gusta. Od tej pory fantastyka coraz bardziej się we mnie zakorzeniała .

K.K.: Pana pierwsze opowiadanie otrzymało nagrodę za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie Złotej Ostrogi, dzięki temu zostało wydane w formie drukowanej, miał Pan wówczas 15 lat.

P.M.: Tak, zgadza się. To było w gazecie młodzieżowej Świat Młodych, pismo ukazywało się bardzo długo, nawet dobrze nie wiem kiedy zniknęło z półek.Opowiadanie było, oczywiście, fantastyczne.

K.K.: Czy pisanie powieści fantastycznych to wymagająca pasja?

P.M.: Zależy o co Pan pyta. Ja wychowywałem się z fantastyką, przeczytałem mnóstwo powieści i opowiadań zaliczanych do fantastyki, więc poruszanie się w niej jest dla mnie naturalne. Ten gatunek żyje we mnie cały czas. To nie jest kwestia szukania pomysłów, one same mnie znajdują. Gdyby więc spojrzeć na to w ten sposób. Pisanie fantastyki nie stanowiłoby jakiegoś szczególnego wyzwania.. Z drugiej strony fantastyka, czy bierze się za bary z nauką, czy wymaga tworzenia nowych światów, stawia przed autorem nowe wymagania. Trzeba uważać podczas samego pisania, aby  budowany w opowieści świat był wewnętrznie spójny. W przypadku science-fiction należy z kolei pilnować by nie zagubić owego „science”, a o to nietrudno, jeśli nie dość się panuje nad wyobraźnią. Trzeba też pamiętać, że czytelnicy fantastyki są wyczuleni na różnego rodzaju „babole”.

K.K.: Czy to prawda, że największe trudności z pisaniem pojawiają się wraz z kolejnymi stronami?

Paweł Majka: Nie wydaje mi się. Na pewno ktoś, kto zaczyna pisać swoje pierwsze opowiadanie nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego jakie wyzwanie przed nim stoi. Z kolei w trakcie pisania zaczyna go ogarniać „Bojaźń Boża”, gdy uświadamia sobie ile rzeczy musi poznać, ile sprawdzić danych, jak bardzo dbać wewnętrzną logikę świata – tak,wtedy pisanie bywa wymagające. Oczywiście gdyczłowiek pisze o czymś,  na czym dobrze się zna, jest mu o wiele łatwiej .

K.K.: Domyślam się, że twór pt. Piknik na skraju drogi też nie jest Panu zupełnie obcy?

P.M.: Oczywiście, że nie. Od małego czytałem Strugackich. Wówczas te książki to były rarytasy, trudno było je zdobyć. Na szczęście moja mama miała znajomości w księgarni i odkładano mi je „pod ladę”. W momencie kiedy przeczytałem „Żuka w mrowisku”, tak bardzo mi się spodobał, że potem wypożyczałem kolejne powieści Strugackich z bibliotek, starałem się też kupować w księgarniach praktycznie wszystkie ich nowe  książki. Tą ścieżką dotarłem i do „Pikniku na skraju drogi” choć tę powieść musiałem kupić na giełdzie książkowej, co wiązało się z troszkę większym wydatkiem.

K.K.: Więc ta książka nie jest Panu obca, a seria S.T.A.L.K.E.R. na peceta?

P.M.: Grałem w S.T.A.L.K.E.R.'a i zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych gier. Nie tylko ze względu na znakomicie wykreowany świat, ale także za wolność, jaką oferuje. Znalazłoby się więcej gier o podobnej tematyce, które również  bardzo sobie cenię. Najbardziej serię Fallout’a, zwłaszcza dwie pierwsze jej części.

K.K.: S.T.A.L.K.E.R. i Fallout są do siebie bardzo podobne pod wieloma względami, otwarty, sand-boxowy świat, w dodatku świat postapokaliptyczny, chyba ciągnie Pana do takich klimatów?

P.M.: Na pewno lubię te klimaty, ale nie wiem czy to się wzięło z tego, że od maleńkiego je polubiłem, czy z tego, że te produkcje zwyczajnie okazały się wyśmienitymi grami.

K.K.:  Czyli lubi Pan również usiąść przed swoim komputerem i zanurzyć się w wirtualny świat?

P.M.: Tak, bardzo lubię gry komputerowe, nawet mam ich trochę za dużo na półkach i w pamięci komputera, nie jestem w stanie ograć wszystkiego.  Z postapo gram w ciągle nieustającą betęWasteland 2. Jeżeli lubi Pan grać w Fallouta jedynkę albo dwójkę, to są to niemal te same klimaty.

K.K.:  Przejdźmy teraz do tematu samej książki. Jak i kiedy powstała idea napisania książki, której akcja rozgrywa się w Uniwersum Metro 2033?

P.M.: Podczas Krakowskiego konwentu (czyli na tzw. Krakonie) w 2013 roku obserwowałem panel wydawców, którzy dyskutowali o sytuacji na rynku. Uczestniczył w nim też przedstawiciel wydawnictwa Insingnis Media, które odpowiada za wydawanie serii książek Metro 2033. Przedstawiciel powiedział, że wydawnictwo bardzo chętnie by wydało książkę z uniwersum, której akcja rozgrywałaby się w Polsce, ale ciągle brakuje autora. Owszem dostają bardzo wiele amatorskich utworów, ale piszą je ludzie ludzie z zbyt niskim doświadczeniem w pisaniu i to nie jest to co oni chcieliby uzyskać. Właśnie wtedy pomyślałem, czemu by nie spróbować? Samo uniwersum trochę znałem, mianowicie książki Metro 2033 i Metro 2034. Stwierdziłem, że dokupię pozostałe książki z uniwersum, posiedzę w Internecie i poczytam na temat tego świata. Co więcej, jeżeli chodzi o umiejscowienie akcji książki to od samego początku przyszła mi na myśl Nowa Huta, wszystko dzięki schronom przeciwatomowym, które mieszczą się w tamtych podziemiach.  Zacząłem robić notatki na ten temat, ale trochę później porzuciłem temat, ponieważ otrzymałem bardzo konkretną propozycję stworzenia powieści dla innego wydawnictwa i wówczas właśnie na tym się skupiłem. I nagle, w okolicach października, Insignis samo zwróciło się do mnie z propozycją napisania dla nich książki w uniwersum Metro 2033.

K.K.: Ile w przybliżeniu trwało pisanie książki?

P.M.: Około pół roku samego pisania. Należało też przygotować materiały
niezbędne do prac nad powieścią – oczywiście nie chodzi tu o maszynę do pisania, ale o dane na temat Nowej Huty, schronów w tej dzielnicy i w Krakowie itp. itd. Przeczytałem też wszystkie książki z serii, jakie wówczas ukazały się w Polsce, żeby wyrobić sobie zdanie na temat – na ile mogę sobie pozwolić przy pisaniu. Powtórzyłem też lekturę dwóch pierwszych powieści. Później trzeba było zastanowić się dobrze nad historią i przygotować linię fabularną, ale  pisania samego w sobie to ok. 5 miesięcy.

K.K.: W książkach Metro 2033 i 2034 spotykamy pod powierzchnią ziemi mnóstwo ugrupowań i frakcji – komunistów, faszystów, jehowców, a nawet kanibali. Czy polskie społeczeństwo podziemne w Dzielnicy Obiecanej  będzie opierało się na podobnych grupach społecznych?

P.M.: Starałem się wchodzić w dialog z powieściami Dmitrija Głuchowskiego, więc jeżeli on pobawił się kwestiami społecznymi typu – komuniści, faszyści, to i ja postanowiłem do tego nawiązać. U mnie też są komuniści i faszyści, ale przełożeni na naszą lokalną „modłę”. Czyli moi komuniści nie są typowymi komunistami,  jak i faszyści, faszystami. Powiedzmy, że gdy typowi Rosyjscy komuniści w pierwszym rzędzie ratowali by dzieła Marksa i Lenina, to polscy starali by się ocalić zasiewki marihuany (śmieje się).

K.K.: Okładkę do książki zaprojektował Ilia Jackiewicz odpowiedzialny za wszystkie pozostałe z Uniwersum Metro 2033. Miał Pan okazję z nim się spotkać?

P.M.: Z Illią Jackiewiczem nie. Wymieniliśmy parę zdań z Dmitrijem podczas jego wizyty w Polsce. Nie porozmawialiśmy zbyt długo bowiem ilość przybyłych fanów przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania. 

K.K.: Spotkanie odbyło się w Empiku?

P.M.: Tak, to był Empik, jak ja wychodziłem po trzech godzinach, bo musiałem wracać do Krakowa, to Dmitrij ciągle podpisywał książki. Chociaż ja sam bezpośrednio z Illią Jackiewiczem się nie kontaktowałem, jednak wydawca ciągle z nim rozmawiał i właśnie przez wydawcę jakoś konsultowaliśmy te okładki.

K.K.: Jak wyglądało tworzenie okładki Dzielnicy Obiecanej? Czy była wybierana  pośród wielu, czy projektowana w oparciu o Pana wskazówki?

P.M.: Spotkaliśmy się w wydawnictwie i zaczęliśmy zastanawiać nad tym, co chcemy umieścić na okładce. Szybko doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu umieszczać jakiś charakterystycznych budynków z Nowej Huty, bo właściwie nikt w Polsce, poza ludźmi
z Nowej Huty, ich nie rozpozna. Podjęliśmy decyzję, że na okładce pojawi się znany budynek z Krakowa. W związku z tym musiałem trochę zmodyfikować swoje zamierzenia związane z miejscami akcji. Trzeba było jakoś usprawiedliwić w treści powieści, której akcja toczy się w Nowej Hucie, obecność Kościoła Mariackiego na okładce. Dlatego dopisałem prolog, którego wcześniej w powieści nie było. Sądzę, że ostatecznie wyszło to powieści na lepsze. Istotne jest też to, że na pierwszym planie okładki musiała być twarz jednego z mieszkańców post apokaliptycznej rzeczywistości, bo tak jest z każdą książką w uniwersum . Zwykle to jest jakiś żołnierz lub główny bohater powieści, u mnie nie jest to żaden z takowych, ale wciąż jest to postać niezwykle istotna dla samej historii. Dlatego bohater naszej okładki różni się trochę od i postaci z okładek. innych powieści Jego twarz była kilkakrotnie przerabiana. Pierwsza wersja wcale nie była najgorsza, ale uznaliśmy, że powinna zostaćjeszcze trochę „dopieszczona”.  Zastanawialiśmy się jeszcze nad tym co więcej możemy przedstawić na okładce i ponieważ część akcji toczy się w muzeum lotnictwa aby nawiązać da tego wydarzenia, na okładce pojawia się również wrak śmigłowca.

K.K.: Czy stworzenie książki, której akcja jest osadzona w uniwersum Metro 2033 było większym wyzwaniem niż pisanie wcześniejszej Pana książki?

P.M.: Pisało się ją inaczej niż moją pierwszą powieść, tamta też w zasadzie była o tematyce postapo, tyle że w tej pierwszej miałem możliwość obrania„drogi” w dowolnym kierunku. W „Dzielnicy obiecanej” musiałem trzymać się pewnych założeń. Dla przykładu – kiedy wysłałem pierwszy konspekt, pomimo faktu, że się spodobał musiałem w nim zmienić to i owo, aby książka lepiej pasowała do założeń uniwersum. To czasem dotyczyło detali nie tylko świata, ale i sposobu jego przedstawiania, rzeczy chociażby na poziomie gadżetu. Na przykładobecności jakiegoś specyficznego pojazdu,który autorzy „konstruują” na potrzeby powieści osadzonych w uniwersum „Metra 2033”. Ja tego nie planowałem, ale po rozmowie z wydawcą kazałem swoim bohaterom zbudować środek transportu, który pasowałbym do stworzonego miasta, oddawałby klimat oraz mógłby faktycznie powstać w warunkach rzeczywistych.  Pojawiła się także sugestia, aby któryś z bohaterów miał coś wspólnego z Rosją, więc wykreowałem postać pochodzącą z Rosji, która miała pecha i przyjechała do Nowej Huty trzy dni przed wybuchem wojny.

K.K.:  Czy to Pana pierwsza, a zarazem ostatnia książka osadzona w uniwersum?

P.M.: Pod tym względem wszystko zależy od czytelników.  Jeżeli odbiorcy dobrze przyjmą tę powieść to i pewnie wydawca będzie miał powód do współpracy ze mną. Z punktu widzenia wykreowanego świata to nie jest w niemożliwe. Gdybym miał usiąść i napisać konspekt donastępnej części to pewnie zajęłoby mi to zaledwie parę dni, wiedziałbym już co i gdzie umieszczać. Zostało mi trochę niewykorzystanych z braku miejsca pomysłów i tropów. Jednak to nie jest tak, że w ogóle rozmawialiśmy z wydawcą na ten temat. 

K.K.: Czy teraz zamierza Pan udać się na odpoczynek, a może kolejne pomysły tylko czekają na realizację?

P.M.: Odpoczynek? Nie, w żadnym wypadku. Trzeba kuć żelazo póki gorące! Zaangażowałem się w pewien projekt młodzieżowy dla wydawnictwa Znak, ale teraz nie mogę więcej o nim powiedzieć. Chcę napisać jak najszybciej drugi tom Pokoju Światów, mam także mnóstwo zaległych opowiadań do napisania. Istnieje ryzyko, że nie złapię oddechu przez parę najbliższych lat, ale akurat to mi się podoba.

K.K.: Na koniec jedno z pytań  nurtujących wielu fanów fantastyki – Gwiezdne Wojny czy Władca Pierścieni?

P.M.: (śmieje się, po chwili zastanowienia) Gwiezdne Wojny. Bardzo cenię sobie Tolkiena, ale zanim go poznałem, to jako sześciu-, siedmiolatek zobaczyłem pierwsze „Gwiezdne Wojny”. To, co dziecko zobaczy, zostaje mu w pamięci na wieki. Gdyby kiedykolwiek zaczęto sprzedawać miecze świetlne to kupię sobie taki nawet za cenę nerki.

K.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w tworzeniu kolejnych powieści.

P.M.: Również bardzo dziękuję.

Rozmawiał: Krzysztof KLIMEK

Grafika z: www.sochaczew24.info

  • Łukasz Migura

    wywiad ciekawy, ale sama idea pisania książki w świecie wymyślonym przez kogoś innego do mnie nie przemawia

PARTNERZY:
Rekrutacja WSIiZ!