Szczygieł

Szczygieł

„Takich książek, jak „Szczygieł”, w ciągu 10 lat może pojawić się co najwyżej pięć, nie więcej. Napisana i mądrze, i z duszą. Donna Tartt zaprezentowała publiczności olśniewającą powieść” – tak mówi o tej książce sam mistrz horrorów, sławny Steven King.

Donna Tartt nie należy do tych autorów, którzy wydają nowe książki co rok, albo jeszcze częściej. To trzecia praca napisana przez amerykańską pisarkę, już po powieściach „Tajna historia” (1992) i „Mały przyjaciel” (2002).

Praca nad książką zajęła autorce sporo czasu, blisko dziesięć lat, ale to nie dziwne, ponieważ zapisana jest na blisko 1000 stronach. Powieść została zaprezentowana społeczności w 2013 roku, a w 2014 już otrzymała Nagrodę Pulitzera (w Polsce na pułkach sklepowych zawitała w tym roku). Trzeba zauważyć, że to nie jedyna nagroda, którą uzyskał „Szczygieł”, są to także m.in. Medal Andrew Carnegie za najlepszą artystyczną książkę opublikowaną w USA i włoska literacka nagroda dla zagranicznych pisarzy — Nagroda Malaparte. Oprócz tego w kwietniu 2014 roku magazyn Time umieścił Donnę Tartt na liście „stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie”. Powieści udało się zyskać setki pochlebnych opinii od krytyków z różnych krajów, a firmy Warner Bros i RatPac Entertainment już nabyły prawa do jej ekranizacji.

Tak szybki sukces powieści może być wynikiem naprawdę niesamowicie ciekawej i poważnej pracy pisarki albo bardzo dobrej pracy PR-ów pani Donny.

Książka opowiada o życiu bohatera Theodora Deckera, który w wieku 13 lat stracił swoją matkę w ataku terrorystycznym w muzeum w Nowym Jorku. W momencie wybuchu matka Theo i sam chłopak, znajdowali się w różnych salach. Po wstrząsie Theo obudził się obok mężczyzny w poważnym wieku, który oddał mu swój pierścień i nakazał wziąć obrazek wiszący na ścianie. Na tym obrazie został przedstawiony mały ptak, szczygieł, praca wykonana przez ucznia Rembrandta, holenderskiego artystę Carela Fabritiusa.

Znany na całym świecie obraz znalazł się w rękach małego chłopca, który został sierotą. Później to dzieło sztuki stanie się dla głównego bohatera źródłem szczęścia, nadziei, wiary i jednocześnie ciężarem.

Na 13-letniego chłopca, wychodzącego z muzeum, czekał jeszcze cały szereg trudności i prób. Życie w pięknym domu w Los Angeles razem ze swoim, lubiącym gry hazardowe, ojcem i jego nową żoną, która w prezencie otrzymała od męża kulczyki zmarłej matki Theo. Przyjaźń z Borysem, chłopakiem, razem z którym Theo zażywał narkotyków, okradał sklepy, uciekał z zajęć.

Jedynym spokojnym i miłym miejscem dla Theo było mieszkanie z piwnicą, właścicielem którego był Hobby – przyjaciel zmarłego mężczyzny z muzeum. Hobby zajmował się renowacją zabytkowych mebli i sprzedawał je w sklepie na górze.

Na początku powieści może być sieroty bardzo szkoda: został zupełnie sam w pustym mieszkaniu, spodziewając się, że mama wkrótce wróci i wszystko znów będzie w porządku. Ale nikt nie przychodził. Gdy przyjechali funkcjonariusze opieki społecznej, pojawia się obawa, że trafi do złych ludzi, ponieważ jego ojciec choć był żywy, nie interesował się swoim synem od kilku lat i Theo nie miał żadnego z nim kontaktu.

Na szczęście pozwolono chłopakowi zamieszkać na jakiś czas w rodzinie zamożnych Barburow, ich syn studiował z Theo w jednej klasie. Życie z Barburami nie było doskonałe, ale dbali oni o Theo, dzięki czemu mógł czuć się w bezpiecznie.

Kiedy chłopak stał się starszy i zamieszkał z ojcem i macochą w Los Angeles, mój stosunek do głównego bohatera się zmienił. Jeśli na początku było go szkoda, to teraz go potępiałam. Byłam rozczarowana tym, że Theo nie starał się walczyć z trudnościami, nie próbował być lepszym, silniejszym, a wręcz przeciwnie – całkowicie zszedł na psy. Wraz ze swoim nowym przyjacielem Borysem uciekał z zajęć, zażywał narkotyki, do niczego nie dążył, okradał sklepy, a całe dnie spędzał w pokoju z filmami i narkotykami.

W trakcie czytania książki moje uczucia ciągłe zmieniały się z litości do potępienia i przeciwnie, bardzo często nie zgadzałam się z czynami głównego bohatera. Mimo to nie mogłam oderwać się od powieści, coś zmuszało mnie do dalszego czytania i obserwowania życia Theo, jakimkolwiek by ono nie było, dobre czy nie. Może to nadzieja zmuszała mnie do kontynuacji lektury, nadzieja, że po wszystkich trudnościach Theo znajdzie swoje szczęście, które zmieni jego życie na lepsze.

Cała wielka myśl autorki odkrywa się przed czytelnikiem na ostatnich 20 stronach. Właśnie dzięki tym stronom powieść jest rzeczywiście cudowna, niesamowicie wartościowa dla każdego człowieka niezależnie od wieku. Pod koniec powieści Theo w końcu jest w stanie zrozumieć wiele rzeczy, których czasem niektórzy ludzie nie są w stanie pojąć przez całe życie.

Powieść „Szczygieł” jest dla mnie cudownym, pouczającym doświadczeniem, znalazłam projekcję swoich własnych emocji i uczuć w myślach głównego bohatera, jakbym rozmawiałam z nim. Bardzo dobrze się porozumieliśmy.

Tak mały ptaszek, namalowany przez Fabritiusa w 1654 roku, zainspirował Donnę Tartt na pisanie dużej wspaniałej powieści, która, mogę powiedzieć z całą pewnością, pozostanie w moim sercu na zawsze.

Tetiana SHATAIEVA

PARTNERZY:
Rekrutacja WSIiZ!